niedziela, 12 listopada 2017

Skara Brae czyli neolityczna osada I stoliczek antyczek

O wiosce Skara Brae, neolitycznej osadzie starszej niz piramidy po raz pierwszy usłyszałam w Szkocji, okoliczności juz nie pamietam, dośc ze natychmiast zachcialam sie tam dostac. Działo sie to juz dobre kilka lat temu i od tej pory marzylam o podrozy do Skara Brae, osady o ktorej Indiana Jones dawal wyklady, W końcu przecież piramidy zrobiły na mnie piramidalne wrażenie, czemu wiec nie odwiedzić wioski w której ludzie mieszkali zanim starożytni Egipcjanie pozbierali te wszytskie głazy do kupy i ułożyli je jeden na drugim?

Po wielu latach udało mi sie dotrzeć na Orkady, jak juz wspomniałam w poprzednim wpisie dzień pierwszy nie był szczególnie ciekawy, lało jak z cebra a jedyna atrakcje stanowiło doładowanie elektryczności oraz wizyta w muzeum. Za to dzień drugi....... Razem z kojacym mruczeniem silnikow promu (w koncu przeciez byl zaparkowany tuz za oknem) przywitalo mnie słońce, które napełniło mnie radością i chęcią do natychmiastowego ruszenia w teren. Tu wspomnę, ze słońce słońcem, ale jesienią ruszać w teren na Orkadach należy jedynie ubranym w coś ciepłego oraz nieprzemakalnego. Wieje tam strasznie z powodu braku drzew, a deszcz może zacząć padać w kazdej chwili i nawet przy pełnym słońcu.

Szczerze mówiąc , odkrywca neolitycznej wioski Skara Brae William Watt, nie musiał sie szczególnie nameczyc by ja odkryc. Wszystko za niego załatwił sztorm w 1850 roku podczas bardzo silnych wiatrów cześć budynków wcześniej zasypana piaskiem została odkryta, a slawny odkrywca musiał tylko przejść sie na spacer nad morze. Wszystko działo sie tuż przy jego domu, nie było wiec wiekszych szans by ktoś inny ja odkrył. I tak wykopalisko cudownie zachowane pod piaskiem przez stulecia i dzieki temu prawie nie naruszone, w koncu objawilo sie w calej okazalosci.

Coz mozna o niej napisac? Jest (teraz) połozona nad brzegiem morza. Gdzie była połozona I jak wygladala kiedy była zamieszkana? Ktoz to wie? Krajobraz bardzo sie zmienil od tego czasu. To co teraz jest plaza moglo rownie dobrze byc terenami uprawnymi lub reszta osady.
Zwiedzanie obiektu zaczynamy od wystawy muzealnej. Znajduja sie tam roznosci z ktorych za najciekawsze uznalam dziwne kule.

Czemu dawni Skarabrianie rzezbili je w kamieniu? Tego nie wiemy, naukowcy snuja rozmaite domysly w temacie, ze to obiekty religijne lub zabawki lub ze po prostu, ze nudzilo im sie w dlugie zimowe wieczory. Innym ciekawym obiektem jest slawny Buddo, malenki “bozek” ktorego rowniez zneziono na terenie wioski, a ktory potem zaginal w tajemniczych okolicznosciach, tylko po to by po latach odnalesc sie w muzeum w Stromness.


Po wyjsciu z muzeum, doslownie zaraz za progiem, czeka na zwiedzajacych replika jednego z budyneczkow. Co ciekawe, wszystkie budyneczki pod wzgledem wyposazenia sa takie same. Czyżby demokracja neolityczna? A moze po prostu brak Ikei w poblizu pozbawil dawnych Skarabrian talenow dekoracyjcych. 


Od repliki budynku trzeba sie przejsc kawaleczek do samej wioski, ja po drodze zatrzymuje sie na plazy. Co ciekawe, znajdziemy tam duzo kamieni ulozonych w eleganckie stosiki. Kto rozpoczal ten zwyczaj? 


Tego nie wiadomo, teraz stosiki sa regularnie budowane I uzupelniane przez turystow. Mnie plaza ta bardzo odzialywuje na wyobraznie, oczyma duszy widze na horyzoncie nadplywajace drakkary, pelne mniej lub bardziej krwiozerczych wikingow.... 

Kto wie, byc moze moja wizja nie jest az tak daleka od prawdy bowiem na terenie posiadlosci odnaleziono groby wikingow. Na zyczenie pani domu zostaly one zachowane tam je odnaleziono.

Docieram do samej wioski, pierwsze co zauwazam... jest mniejsza niz myslalam! Lata cale zakopana w piasku nie wystaje zbyt bardzo ponad ziemie. Na teren budyneczkow nie wolno wchodzic, mozna je jedynie obejsc dookola. Niestey nie wiadomo czy orginalnie osada ta byla wieksza i o ile. Kazdy z domow ma taki sam uklad, palenisko na srodku, lozka po bokach oraz cos na ksztalt szafki/poleczki na ktorym podejzewa sie, ze prehistoryczny czlowiek ustawial pamiatki i zdjecia z wakacji.

Ciekawostka jest, ze ten jak sie podejzewa bardzo prymitywny czlowiek, odczuwal jednak potrzebe by miec w domu porzadna toalete, a nie smigac za potrzeba w chaszcze. W domach okryto specjalnie do tego celu oddelegowane nisze, mialy one dostep do czegos co mozemy nazwac kanalizacja. 
Innym interestujacym faktem jest to ze ludzie zamieszkujacy Skara Brae nie byli, jak byc moze, sobie wyobrazamy, rozmiarow wyrosnietego goryla tylko naszego wzrostu. Niespodzianka. Spotkawszy na ulicy czlowieka pierwotnego,  byc moze bysmy nie zauwali zadnej roznicy. Wejscia do ich domkow sa niskie celowo, by mieszkania byly cieplejsze a takze byc moze z powodow obronnych. 

Czemu Skara Brae zostala opuszczona? Zastanawial sie nad tym sam profesor Indiana Jones w ostatnim filmie z serii. Tak naprawde nikt do konca nie wie. Jednakze ostatnio podejzewa sie ze osada nie zostala nagle opuszczona tylko, ze byl to dosc dlugi proces, raczej polegajacy na tym ze mlodziez opuszczala osade w poszukiwaniu nowych bogatszych terenow do osiedlenia sie niz nagly masowy exodus.

Ostatnim punktem programu jest zwiedzenie domu w ktorym mieszkal odkrywca osady. W budynku dostepne do zwiedzania sa niektore pokoje a na pieterku znajdziemy kolejna wystawke gdzie podziwiac mozna rozne roznosci wykopane na terenie posiadlosci. Czesc z nich pochodzi z odkopanych grobow wikingow. 
To co mnie osobiscie calkiem zachwycilo to stoliczek antyczek, a czemuz to? Bo mam w domu taki sam. Tylko ze az do tej pory nie bylam przekonana o jego antycznosci. Teraz juz wiem ze w antyczne wlasciwosci stoliczka nigdy nie nalezalo watpic ;)







niedziela, 15 października 2017

Cukierkownica i inne ciekawostki ze Stromness, czyli Orkady czesc pierwsza


W tym roku udalo mi sie zrealizowac dwa marzenia podrownicze, jednym to bylo odwiedzenie Stonehenge oraz pieknych lazni rzymskich w Bath. Drugie to wizyta na Orkadach archipelagu na północy Szkocj. Niegdys należace do Norwegii później je oddano w prezencie Szkocji i tak już zostało. Z racji swego położenia regularnie nawiedzane przez wikingów, którzy sie w końcu zaczęli tam osiedlać, Orkady miały nie królów a Earlów. Po dziś dzień miejsce to przesycone jest historia i duchem nordyckim. Orkady sa marzeniem archeologow, amatorow historii glownie dlatego ze tam  praktycznie gdzie nie wbijesz łopaty tam znajdzie sie albo grób wikingów albo pozostałości neolitycznej osady.

Po przybyciu na Orkady wita mnie deszcz. Zakwaterowanie mam opłacone w Stromness, w czasach Wikingów miejsce to nazywało się Hamnavoe, co oznacza Bezpieczna przystań. Po wyładowaniu się z promu i dotarciu na kwaterę, co nie było trudne, bowiem kwatera znajdowała się o dwa kroki od promu, przekonuje się ze właściciel z kluczem jeszcze nie dotarł na miejsce. Bedzie niedługo, zapewnia jego małżonka przez telefon, po prostu nie zdążył na pierwszy prom (oni mieszkają na Hoy). I rzeczywiscie niecale pol godziny pozniej kolejny, mniejszy prom przybija do przystani i mam okazje poznac bardzo sympatycznego starszego pana ktory wprowadza mnie na kwatere. Mieszkanko znajduje sie bardzo blisko promu, w budyneczku ktory kiedys sluzyl jako magazyn ryzu i jest bardzo przytulne. A wystroj mojego pokoju, oraz lazienki, bardzo przypomina mi wygladem domek dla lalek.




 Po rozpakowaniu bagażu, pomimo deszczu ruszam na miasteczko. Stromness jest drugim co do wilkosci miastem na Orkadach, co wcale nie znaczy ze jest duze.



W centrum znalesc mozemy glowna ulice gdzie nabyc mozna wszelkiego rodzaju pamiatki.  Co natychmiast rzuca się w moje zamglone deszczem i wiatrem oczy? Stezenie artystow na metr kwadratowy. Takiej ilości galerii i producentów biżuterii na tak malej przestrzeni jeszcze nigdzie nie widziałam. W miasteczku znajdziemy tez muzeum. A w nim mydlo i powidlo i inne cuda. Znajduje sie tam na przyklad miniaturowa figurka ktora orginalnie pochodzila ze Skara-Brae,  maszynka do produkcji cukierkow, metalowe skrzypki, naszyjnik z prawdziwych ludzkich zebow (pomalowane na czarno bo taka byla moda w plemieniu z ktorego pochodzily) a takze wiaderko ktore jak sie okazalo sluzyly jako kielichy do wykanczania gosci. Jesli pod koniec wesela czesc z gosci nadal trzymala sie na nogach panna mloda ofiarowywala im drinka w takich wlasnie tradycyjnych kublach.






Zwiedzajac male, lecz po sam dach wypelnione historia muzeum mozna dowiedziec sie o niektorych bohaterach Orkadow, takich jak pirat John Gow ktory tak naprawde znany jest glownie na Orkadach i wlasciwie nie wslawil sie niczym szczegolnym, oprocz wspomianego juz piractwa.


Znajduja sie tu rowniez pamiatki po Johnie Rae, jedym z malo znanych a jednoczenie znaczacych odkrywcow arktycznych. Pochodzacy z bogatego domu John mial wszystko czego dusza zapragnie ale ciagnelo go glownie do natury. Kiedy w wyniku roznych zbiegow okolicznosci wyladowal na biegunie zachwycil sie tym miejscem i zaprzyjaznil z miejscowa ludnoscia.


Podobno eskimosi nazywali go Lazikiem, ze zwgledu na jego umilowanie do dlugich pieszych wedrowek. nauczyl sie tez od nich wielu przydatnych na biegunie umiejetnosci, takich jak budowa wlasnych rakiet snieznych. Mozna je rowniez podziwiac w muzeum.
Bedace glowna atrakcja Stromness na deszczowe dni muzeum, odwiedzane jest przez sporo ludzi. Bilet wstepu jest wazny przez tydzien, o czym poinformowala mnie bardzo sympatyczna pani za kasa, to na wszelki wypadek jakby pogoda nie dopisala. Co podobno czesto sie zdarza. Po gruntownym obejsciu calego muzeum wracam na kwatere, majac nadzieje na to, ze slonce wyjdzie jutro rano i bede mogla powiedzac Orkady nie taplajac sie w blocie.


niedziela, 10 września 2017

Royal Edinburgh Military Tattoo - pokaz jakich malo!

Lato minęło mi na pracy, takiej pracy po której wraca się do domu tylko po to by iść spać. Stad brak wpisów na bloga. Gdzieś w środku tego wszystkiego, miałam okazje wybrać się na Royal Edinburgh Military Tattoo. O Tatoo juz kiedyś pisałam, tylko takim o mniejszym rozmachu, byłam bowiem w Fort George na Highland Military Tattoo a wizyte ta opisalam w poscie Baza wojskowa ktora wojny nie widziala. Rożnica pomiędzy Highland and Royal Edinburgh Military Tattoo? Pokaz w stolicy ma większy rozmach. Po pierwsze znacznie więcej ludzi przyjeżdża do Edynburga by ten pokaz zobaczyć. Pokazy odbywają sie w Sierpniu kiedy to Fringe festiwal jest w pełnym rozkwicie i ludzie tłumnie przybywają do stolicy Szkocji by uczestniczyć w tym wydarzeniu.
 
 
 
 
Jak to w Szkocji bywa cala impreza dopięta jest na ostatni guzik. Po pierwsze kolejka, ustawiam się do kolejki na dobre 40 minut przed pokazem a już sporo ludzi stoi przede mną. Część "kolejkowa" odseparowana jest od części normalnej chodnika, aby umożliwić przechodniom swobodne poruszanie się. Recz się dzieje na Royal Mile wiec nie ma tu samochodów, jedynie piesi. Trafił mi się raczej ciepły wieczór, dookoła pełno ludzi z rożnych krajów. Wszyscy zrelaksowani stoją spokojnie czekając na sygnał do ruszenia na przód. Dookoła barierek chodzą ludzie zatrudnieni do utrzymania porządku, co jakiś czas ktoś nam przypomina by się nie tłoczyć, bo miejsca są numerowane, nie ma stresu każdy siądzie gdzie miał siąść.
 
 
 

Nagle z okien budynku po lewej stronie dobiega nas głośne HELLO! ludzie podnoszą głowy i ze śmiechem odpowiadają żartownisiowi, wesołe hello od jakiś pięćdziesięciu czy więcej osób zakończone śmiechem rozbrzmiewa w powietrzu. Cały epizod umila pozytywna atmosferę. W końcu bramki zostają otwarte i ruszamy do środka, tu porada, warto wynająć sobie przy wejściu tak zwana, poduszkę do siedzenia. Tak zwana, bo z poduszka nie ma to nic wspólnego bardziej wygląda na jakąś piankę izolacyjna skrzyżowaną z deska do nauki pływania, ale jest wygodniejsze do siedzenia nic zimny plastik. Odnalezienie miejsc nie sprawia żadnych problemów, na kazdym kroku jest ktoś z obsługi kto chętnie i z uśmiechem skieruje nas we właściwą stronę. Usadowiona wygodnie, rozglądam się dookoła, po lewej stronie mam wejscie do zamku, a na przeciw i po prawej trybuny. Pokaz zaczyna się punktualnie jak miał się zacząć. Tu należy wspomnieć, ze nigdy w historii Royal Edinburgh Military Tattoo żaden pokaz nie został odwołany. A mowa tu o Szkocji, kraju gdzie zmienność pogody jest wręcz przysłowiowa.
 
 

Początkowo usiłuję robić zdjęcia, po to przecież przytaszczyłam ze sobą aparat. Szybko jednak rezygnuje z pstrykania fotek, przede wszystkim dlatego ze wole się skupić na podziwianiu. Muzyka, choreografia i aranżacja wszystko dopięte na ostatni guzik.

 
 
Nakręciłam jednak krótkie filmiki, można obejrzeć na youTube. Pierwszy pokazuje urywek z pokazu o zajezdnie Wikingów na osadę w Szetlandach. Drugi o zasadzce Jakobitow na Anglików (Czerwone Płaszcze). A trzeci nie ma korzeni historycznych, lecz również jest ciekawy i wart zobaczenia. Pod koniec robi się ciemno na chwile, to nie wina mojego telefonu tylko efekty specjalne :) Każdemu kto ma okazje wybrać się do stolicy Szkocji na pokaz serdecznie polecam, dodam jeszcze ze cały dochód z imprezy przeznaczony jest na cele charytatywne.